Holly Herndon, posthumanistyczny głos w twoim domu

Rudowłosa artystka ma w kwestii muzyki elektronicznej ma do zaoferowania bardzo wiele i już niedługo jej postać może być wymieniania jednym tchem z takimi tuzami jak Carsten Nikolai, Daniel Lopatin czy Darren Cunningham. Na razie jednak wydała znakomity debiutancki album.

Holly Herndon ma akademickie zaplecze, ale jej elektroniczna muzyka daleka jest nieprzystępności charakterystycznej dla większości eksperymentów. Debiutująca w tym roku albumem długogrającym artystka korzysta z całego arsenału pomysłów wypracowanych podczas studiów, gdzie skupiała się m.in. na kompozycjach opartych na wokalu, by stworzyć nowy głos na amerykańskiej scenie poszukującej elektroniki.





Piszę o głosie nie bez przypadku, bo Movement w dużej mierze opiera się na manipulacji wokaliz, z których powstają tajemnicze, abstrakcyjne faktury o bardzo zdehumanizowanej barwie. Z wdechów, wydechów (fantastyczne, wielopłaszczyznowe “Breath”) i pojedynczych fraz (eksplorujące wokalne drony “Dilato”) tworzone są całe utwory, ale słuchając nieuważnie, można nawet nie dostrzec, jak wielką rolę pełni tu układ oddechowy. Naturalne dźwięki zostają przetworzone do granicy poznania, stając się cyfrowymi warstwami, które płynnie przeplatają się z generowanymi za pomocą laptopa beatami, falami i blipnięciami.

Mimo tego, muzyka wcale nie wydaje się być mniej spersonalizowana od chociażby piosenek koleżanki z labelu, Julii Holter. Sama Herndon zresztą uważa, że laptop jest najbardziej osobistym z instrumentów i faktycznie jej digitalne brzmienie jest nieporównywalne. Wykorzystując dostępne dla każdemu oprogramowanie, Herndon jest w stanie stworzyć znany tylko sobie język, którego tłumaczenia próżno szukać wśród współczesnych produkcji.



Fascynacją Amerykanki jest jednak nie tylko wysoka elektronika wywodząca się z muzyki poważnej. Cel to zamazanie różnic między dwoma obszarami. Ważnym punktem w jej karierze jest pobyt w Berlinie, gdzie artystka poznawała tętniący mechanicznym życiem świat techno. Wpływ muzyki klubowej jest wyraźny w utworze tytułowym oraz najbardziej “przebojowym” fragmencie płyty, czyli “Fade”. I choć procesy powstawania wszystkich utworów są dla autorki podobne, rozstrzał stylistyczny końcowego rezultatu jest naprawdę spory.

Dwa rytmiczne momenty są jednak ułożone w takich miejscach, by nadawać Movement tempa i kontrapunktować co bardziej dziwne rejony. W efekcie album, mimo swojej wielkiej ambicji, jest bardzo łatwo przyswajalny i nie zmusza do rozgryzania zawiłości, pozwalając cieszyć się mnogością detali, fascynującym kolorytem i atrakcyjnymi pomysłami.

Movement ukazało się w zeszłym miesiącu nakładem prestiżowej oficyny RVNG Intl., a Holly Herndon kontynuuje właśnie swoje studia, tym razem robiąc doktorat z muzyki elektronicznej na Stanfordzie.
Trwa ładowanie komentarzy...